Z wycieczki na wrocławskie bielany. Big Brother i helikopter ATM-u.






Z wycieczki na wrocławskie bielany. Big Brother i helikopter ATM-u.












Wszedł przez “kibel”, pogryzł drzwi w łazience. Zamelinował sie w kuchni i siedział tam przez tydzień. Nie złapał się w pułapkę ale za to wyjadał z niej mięso! Trutkę na szczury też zjadał i za cholerę nie chciał zdechnąć. Przegiął kiedy przegryzł rurę od pralki i zalało sąsiadów. Siedział w jednej z kuchennych szafek. Przegoniłem go rurą od odkurzacza na korytarz a stamtąd piętro po piętrze w dół na podwórko i pozwoliłem uciec.


W statystykach strony pokazało mi, że ludzie wchodzą na bloga szukając słów “drugi dzień świąt”. Wcześniej użyłem tego sformuowania w odniesieniu do Dnia Zadusznego. Ale najprawdopodobniej wiekszości internautów zapewne chodzi o drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia (szczególnie że mamy grudzień). Więc z racji tego, że ludzią trzeba pomagać
jeżeli jeszcze ktoś wejdzie sobie na bloga i będzie chciał się dowiedzieć co tak naprawde kryje sie pod laickim określeniem DDŚ znajdzie ten oto post a w nim link: 26 grudnia - w drugi dzień świąt Kościół wspomina… no własnie kogo
Panie Generale pamiętamy !
Zastanawiałem się długo co napisać o tym osobniku siedzącym sobie teraz w cieplutkim domku, korzystającym z pokaźnej emeryturki i jakimś dziwnym trafem ciągle unikającym jakiejkolwiek, no może poza moralną, odpowiedzialności za swoje czyny. Sam nic mądrego bym nie spłodził ale na szczęście przypomniałem sobie dawno przeczytany felieton Zbigniewa Herberta, pasujący idealnie do dzisiejszego wpisu i to właśnie Jemu oddam głos:
“GENERAŁ”
Jeśli u nas mówi się Generał, to wiadomo, że nie chodzi o Pożogę, Moczara czy innych, ale o Wojciecha Jaruzelskiego. Jest więc on czymś w rodzaju generała generałów, najrówniejszy z równych. W czasie stanu wojennego powtarzano wiadomość, że naród pragnie mu dać buławę marszałkowską, ale on jej przyjąć nie chce. Wpiszmy więc na listę jego zalet pierwszą cnotę, tj. skromność. Istotnie, nikt nie widział go pędzącego na koniu przez Krakowskie Przedmieście, głucho także o jego fantazjach erotycznych czy alkoholowych. Generał przemawia poprawną, trochę bezprawną polszczyzną, co przekreśla zarzut, że jest Rosjaninem w polskim mundurze.
Po dokonaniu kilku historycznych czynów, jak zdławienie antykomunistycznego ruchu oporu po 1945 r., wykonanie rozkazu strzelania do robotników na Wybrzeżu w 1970 r. czy wreszcie ów nieszczęsny stan wojenny – nie wycofał się do Sulejówka, mieszka w Warszawie i ukazuje się raz po raz w telewizji, żeby oszołomy pamiętały, że demontaż komunizmu wcale się nie skończył, a tzw. elementy postkomunistyczne mają wciąż swoją masę, twardość i duszący ciężar. Trudno, ale hokus–pokus z wirującym okrągłym stolikiem czy inne zabiegi magiczne nie zmieniły tego faktu.
Jak miś w okienku ukazuje się raz po raz Generał ubrany schludnie, w czystej koszulinie i nie rzucającym się w oczy krawacie. Czasem przyczesuje swoje rzadkie włosy grzebykiem wyjętym z kieszeni marynarki, co trąci manierami małomiasteczkowych elegantów, ale dla mnie jest to ujmujące. Twarz o rysach prostych, którą odrobinę szpeci niewdzięczny rzekłbym zarys ust i częściowy zanik podbródka.
Do cech skromności dodajmy - powściągliwość, gdyż mówi głosem cichym, łagodnym i perswazyjnym. Unika wszelkiej teatralności, czasem tylko zabrzmi nuta żalu, kiedy na przykład powiedział, że smutnym przywilejem starości jest dźwiganie na sobie brzemienia niepopełnionych win.
Nuta determinacji zabrzmiała w głosie Generała, gdy powiedział, że są tacy, którzy żądają jego głowy, ale on jako oficer liniowy nie odczuwa strachu.
Do wyżej wymienionych dodatnich cech charakteru Generała dodajmy męski fatalizm. Co do określenia „oficer liniowy”, mam poważne wątpliwości, ale nie wypowiadam się w sposób zdecydowany, ponieważ jestem w trakcie zbierania materiałów, a także rozszyfrowania całego dywanu baretek, w których być może, znalazłoby się odznaczenie za „usmierienie polskawo miatieża”.
Generałowie, jak wszyscy ludzie, mogą być mądrzy albo głupi, szlachetni albo nikczemni, brutalni lub łagodni. Sprawa stanu wojennego, jego tła politycznego, a co najważniejsze, określenia odpowiedzialności, wikła się coraz bardziej, a wyjaśnienia Generała i jego towarzyszy zaciemniają obraz.
Czy nie lepiej, aby człowiek posiadający tyle zalet powiedział jasno i wyraźnie – ja to zrobiłem i ja za to będę odpowiadał?
Na liście cnót Generała brak tylko jednej – odwagi. Jest to mankament bolesny, dojmujący, poważny i trudno po prostu dać sobie z tym radę. Bo przecież, mówiąc brutalnie, generał musi być odważny, za to mu płacą.
Zbigniew Herbert “GENERAŁ”
Prwd.:”Tygodnik Solidarność” 1994, nr 41, s. 5.
Więcej o Wojtku TU
Mój ulubiony fragment z filmu “Pan Kleks w kosmosie”
Jako mały chłopiec bałem się tego fragmentu a jednocześnie lubiłem, bo w całej tej bajce to były sceny bardziej jak z “dorosłego”, poważnego filmu (a nie jakieś idiotyczne strzelanie makaronem - nawet dzieci nie lubią jak w bajkach robi się z nich idiotów i traktuje zbyt dziecinnie). Najbardziej zakodował mi się w pamięci ten śmigłowiec Jak to było powiedziane w filmie zza kadru - “śmigłowiec starego typu” jeśli dobrze pamiętam
Cały czas myślałem potem, że to był MI-2 a to okazuje się MI -8.

Sylwia przeżywa mecz Polska - Belgia ![]()
Jest druga w nocy. Zachciało mi się zapalić więc otworzyłem okno, oparłem o parapet i palę. Błądze wzrokiem po oknach kamienicy na przeciwko. W jednym z okien zauważyłem jakiś ruch, patrze i oczom nie wierze. Jakiś facet bierze hantle i zaczyna pakować. Biceps, triceps itd. O drugiej w nocy! Ludzie to mają pomysły. Szkoda że nie mogłem tego uwiecznić na fotografii. Muszę się baczniej przyjżeć sąsiadom zza okna i zaczaić z aparatem.
Fredro w maseczce chirurgicznej na wrocławskim rynku.

Ostatnie komentarze